piątek, 28 stycznia 2011

Plany.

Kilka godzin temu wróciłam z "oglądania filmu" u Julii. Było genialnie, dziękuję Julii, Natalii, Kornelii, Dominice, Pawłowi, Czapli, Dawidkowi i Rudiemu za poprawienie mi humoru, dawno się tak nie śmiałam XD.
Tym przyjemnym dniem rozpoczęłam ferie, tylko co dalej?

Do poniedziałku zapowiada się spanie do południa i spędzanie czasu przed TV lub komputerem, ewentualnie spacerek z Domi albo Wiktorią. We wtorek jakiś wyjazd do muzeum i kina, pewnie się wynudzę, ale lepsze to niż nic XD. Środa, więc trzygodzinna siatkówka od rana, głupie rozmowy z W. i łapanie dziwnych spojrzeń. Do końca tygodnia znów siedzenie w domu, potem kolejna środa, kolejna siatkówka. Jedyną przyjemniejszą perspektywą jest wstępny plan wyjazdu z mamą do kina, jedzenie i zakupy. Lubię te wyjazdy z mamą, całodzienne spacery po Poznaniu, makaron w China Town i obolałe nogi po powrocie do domu. 

Cholera, nie lubię ferii.

poniedziałek, 24 stycznia 2011

środa, 19 stycznia 2011

Aoi!

Aoi ma urodziny dziś! Właściwie to jutro, ale w Japonii jest już 20 stycznia.
 Aż trudno mi uwierzyć, że ma już 32 lata i wgl. ten dzień jakoś mnie skłonił do przemyśleń. Postawiłam sobie sprawę jasno: zapewne nigdy nie zobaczę go na żywo, nie będę na koncercie Gazetto i nie będę miała z nim kontaktu, chyba że stanie się jakiś cud. Cieszyłabym się.
O godzinie 15, a więc kiedy w Tokio wybiła północ odsłuchałam Cassisowego Aoi solo, odśpiewałam Happy Birthday i 32 razy powiedziałam w myślach "aishiteru". Na tym skończyło się moje obchodzenie Aoiowych urodzin...

Przperaszam, ale post pisany w sporym pośpiechu. Mam sporo zaległości, ale co poradzić, nauka DX.

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Takie dziwności.

Pierwsza sprawa, najważniejsza chyba. Miyavi, koncert, kwiecień, Gdańsk. Chcę, chcę, chcę <3. Wstępną zgodę mam, kasę jakąś też najgorzej chyba z transportem. No i feralna data...
Ale to jest Miyavi, noo.

Za chwilę jadę do jakiegoś pasażu do Vision Expressu. Okulary mnie nie miną, najgorsze, że nie wiem jakie sobie wybrać DX. Sporym plusem tego wyjazdu jest to, że w tym samym pasażu znajduje się Natura i będę szukała Matt Top Coata.

Mam sporo zdjęć i takich tam, ale kiedyś wstawię.

wtorek, 11 stycznia 2011

Kumulacja XD

Piszę znów ze sporym opóźnieniem i notka znów będzie miała przypadkowy skład XD.

Zacznę może od kolejnych osiągnięć w projekcie denko:


Dezodorant Lady Speed Stick Sensitive
Taki dziwny był. Działał nieźle, zapach też nie odrzucał, a jakoś nie mam ochoty kupować go następny raz. Zwłaszcza, że mam do wykorzystania starą kulkę z H&M.























Wygładzająco - odżywczy krem do rąk Nivea
Ohydztwo. Po założeniu go i odczekaniu chwili zaczynał straszliwie się lepić i przyklejały się do niego nawet minimalne kłaczki. Potem doszło do tego szczypanie i ogólne nieprzyjemności, ale używałam go dzielnie i już go nie ma XD.























Odżywka do włosów Gliss Kur
Strasznie żałuję, że się skończyła, zwłaszcza, że teraz mam do wykończenia ponad połowę okropnego Syossa DX. Kiedy już się z nim uporam, w podskokach pobiegnę do drogerii po to cudeńko.






















O denku tyle, ale skoro już mowa o kosmetykach, to pochwalę się nowym zakupem, o którym już gdzieś pisałam. Jest to matująco - nawilżający tonik Under Twenty, którego jeszcze nawet nie używałam, ale jestem ciekawa jak zadziała.





















Teraz jeszcze tylko kilka zdjęć z mojego Death Note'a, bo wczoraj zaczęłam biegać po domu i fotografować co popadnie XD

































Mam też świąteczną krótką historyjkę, którą znalazłam na końcu książki i strasznie ją lubię.




































































I Ryukowa piosenka o GBA:





















Na teraz to tyle, idę tańczyć XD. Dzisiaj to ostatnia próba przed pokazem, ehh...

środa, 5 stycznia 2011

Denko + kilka randomów.

Kolejne postępy w projekcie denko zostały zaobserwowane w mojej łazience i oto one właśnie.


Maseczka Natural Strawberry by H&M
Mrrr <3. Nawilża, oczyszcza, wygładza. Niestety dziwnie pachnie, jest bardzo rzadka i cholernie wydajna. Mi maseczki łatwo się nudzą, a jak mają duże saszetki, to potem już używam ich z niechęcią. Teraz zabieram się za kończenie Dermiki.





















  

  Szampon przeciwłupieżowy Elseve
Na początku zupełnie nie miałam do niego zaufania, ale z każdym użyciem podobał mi się coraz bardziej i teraz wiem, że go kocham. Szukałam go ostatnio w drogerii, ale nie znalazłam i kupiłam inny szampon z tej serii.























Żel pod prysznic Luksja Wake Up Grapefruit & Maracuja
Skusił mnie przede wszystkim jego zapach. I na tym właściwie kończą się jego zalety. Jest strasznie mało wydajny, bardzo się pieni, a z butelki wypływają ogromne jego ilości.























Tonik oczyszczająco - matujący Under Twenty
To chyba mój ulubiony kosmetyk do twarzy, nie potrafiłabym zasnąć bez umycia nim twarzy. W dodatku polubiłam jego zapach, taki niby chemiczny, ale ładny. Teraz planuję wypróbować wersję nawilżającą.























Teraz jeszcze kilka obiecanych randomów. Właściwie to tylko przypadkowe obrazki znalezione gdzieś w aparacie i pragnące się zaprezentować XD.

Zawsze kiedy przeglądam jakieś głupie pisemka o modzie i urodzie, lubię popatrzeć sobie na malowniczo "pokruszone" cienie do powiek. No i jak łatwo się domyślić, spróbowałam zrobić to samo. Zmarnowałam cień i miałam całe biurko zasypane różowym proszkiem, ale coś mi wyszło jak widać.


















Poza tym mam jeszcze zdjęcie nadruku z mojej koszulki, który mi się bardzo podoba i fotkę mojej palącej się świeczki XD.


















Mam jeszcze taki mniej pozytywny random. Z moją campanulą dzieje się coś niedobrego. Spadają jej kwiatki, raz jest wysuszona, raz nie i wgl. mizernie wygląda. Nawet pałeczki nawozowe jej nie pomagają DX.

No, kończę na dziś.

"x"

Piszę wreszcie.

Tak po pierwsze to witam w nowym roku oczywiście XD. Hej, hej!

Niestety po przyjeździe miałam masakrycznie dużo rzeczy na głowie i nie ogarniałam, ale znalazłam wolną chwilę, a więc piszę.

Porobiłam zdjęcie części rzeczy z zakupów, ale tylko tych drobiazgów, reszty chyba nie zechce mi się robić.
















Gumki do włosów w kropki. Wolałam czarno - różowe ale już ich nie było DX.

















Pralinka Maracuja od Kandulskiego. Dawno nie jadłam czegoś tak dobrego <3. I w dodatku jest była śliczna.





















Japońskie krakersy ryżowe z chrzanem wasabi. Leżą na półce ledwo rozpoczęte, a raczej nie znajdę osoby, która by je skończyła. Blee.





















Krem do rąk by H&M. Cudeńko <3. Pachnie malinami i dobrze nawilża.





















Kolejny nabytek z H&M, a więc maseczka. Miałam już truskawkową z tej serii i byłam zadowolona, ale na zimę postawiłam na rozgrzewającą. Jeszcze jej nie użyłam nawet XD.





















Skarpetki z Croppa. Jak tylko je zobaczyłam, od razu wiedziałam, że je kupię. Na tym zdjęciu nie widać, ale są jeszcze czarne w śnieżynki, o takie:
















Jestem w nich zakochana bardzo, bardzo.

I tak z drobiazgowo - zakupowych rzeczy to tyle.


Następna sprawa - Kaszuby.
Jechaliśmy chyba z 7 godzin i na miejscu byliśmy o 23 praktycznie. Wtedy jakoś nie miałam siły na oglądanie okolicy. Zwłaszcza, że byłam na Aviomarinie, więc tylko jakaś szybka kolacja i do spania. Następnego dnia kiedy się obudziłam, przez chwilę nie wiedziałam gdzie jestem, a kiedy wyjrzałam przez okno, poczułam się jak na Syberii. Lasy, śnieg, śnieg, śnieg, lasy. W tym przekonaniu pozostałam też po pierwszym spacerze. I zmarzłam strasznie. Zatem wyjazd w skrócie: zimnooo, dość dobre jedzenie, czysto, fajna atmosfera, świetni ludzie i kilka mniej przyjemnych incydentów, ale o tym się nie będę rozpisywać. Najgorsze było chyba to, że przez praktycznie 2 dni nie było prądu i w końcu zabrakło świeczek DX.
W Sylwestra standardowo płakałam, bo jednak 2010 był ciężkim rokiem straciłam kilka ważnych osób i rzeczy, często miałam doła i było sporo łez. Mam nadzieję, że będzie lepiej. Musi być!

Mam tu kilka zdjęć fajerwerków i danieli, które były hodowane w obrębie gospodarstwa. Niestety, fajerwerki bardzo dziwnie wyszły w moim aparacie, ale co poradzić.






































I tak na zakończenie "kaszubowego tematu" , jedno z moich ulubionych zdjęć - żujący daniel, wygląda jakby się uśmiechał XD.